poniedziałek, 29 grudnia 2014

Epilog

Wow. Wyrobiłam się jeszcze w tym roku.
Cóż, no to raczej już się nic z mojej strony nie pojawi.
Bynajmniej nie w tym roku.
Ten epilog kończy to opowiadanie.
Kto smuta razem ze mną? :c
Swoją drogą, nie wiem, jak mi się udało doprowadzić to opowiadanie do końca.
Poproszę KAŻDEGO o komentarz. Tylko raz. Jeden jedyny.
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ KAŻDEMU. ALE W SZCZEGÓLNOŚCI MOJEJ KOCHANEJ MADDY ZA TO, ŻE MNIE WSPIERAŁA DO KOŃCA TEGO OPOWIADANIA. BYŁAŚ MOJĄ WENĄ <3
ADAMOWI, KACPROWI, ADASIOWI I MATEUSZOWI TAKŻE DZIĘKUJĘ. KOMENTOWALIŚCIE KAŻDY ROZDZIAŁ.
BIANKA, TOBIE TEŻ. MAM NADZIEJĘ, ŻE WSZYSTKO U CIEBIE W PORZĄDKU :*
Już nie przedłużam.
Enjoy, x
---------
Epilogue
Jesteś dla mnie wszystkim”
Niall siedział na krześle, z głową schowaną w dłoniach. Obok, oparty o ścianę stał Zayn, zaciągający się papierosem. Na jego policzkach dostrzegłem smużki łez. Liam chodził po korytarzu w tę i z powrotem. Eleanor siedziała obok Nialla, z małym Tomkiem na kolanach. Ruszyłem powoli w ich kierunku. Każdy płakał, niewątpliwie.
-Harry!- Niall rzucił mi się na szyję. Przycisnąłem go do siebie.
-Co się stało?
-Mówiłem.. Wypadek.
-Niall. Co. Się. Stało. ?!
Blondyn spojrzał mi w oczy.
-Wracaliśmy ze sklepu. Napisałem SMS'a z telefonu Lou do Ciebie, bo on prowadził, a prosił o to. No to napisałem. Nagle poderwało mnie do przodu i zauważyłem, że Louis próbuje wyhamować. Potrącił nas pijany kierowca. Wpadliśmy w poślizg. Wjechaliśmy w drzewo, przez co mam złamaną rękę. Gdy podniosłem wzrok, dostrzegłem, że tamten samochód jedzie prosto na nas. Od strony kierowcy. Nie zdążyłem nawet pisnąć słowa, kiedy ze zdwojoną siłą wjechał w nas. Lou uderzył o kierownicę i prawie wypadł przez przednią szybę. Stracił przytomność. On.. Walczy o życie.
Po moich policzkach płynęły łzy. Nie, nie, nie! To nie może się tak skończyć! On przeżyje! Musi.. On musi przeżyć. Louis, musisz przeżyć.
-Przepraszam.
-To nie Twoja wina Niall.
-Ale to ja go wyciągnąłem do tego cholernego sklepu! To ja powinienem być na jego miejscu teraz!
-Nie mów tak. To się mogło zdarzyć każdemu. W inny dzień. To nie Twoja wi..
Poczułem zawroty głowy i oparłem się o ścianę. Zsunąłem się po niej, tracąc widoczność, a chwilę później i słuch. Nie było nic. Tylko cicho i ciemno.
*
Otworzyłem powoli powieki. Boże, powiedz, że to był tylko jakiś pieprzony sen i mój chłopak nie leży teraz w szpitalu, walcząc o życie! CHOLERA JASNA!
-Harry? Harry! Boże, Harry, nic Ci nie jest?!
-Nie, spokojnie. Za dużo emocji po prostu.- Powinni mi wręczyć order, że jeszcze nikt nie zorientował się w moich kłamstwach. Od dawna nie jest ze mną dobrze i nawet Louis o tym nie wie.- Mogę do niego wejść?
Chłopak przytaknął, a ja zebrałem się w sobie i powoli wszedłem do pokoju. Jęknąłem, widząc, jak mój chłopak przypięty jest do różnych maszyn. Był cały poobijany, posiniaczony, podrapany; a mimo to wciąż piękny. Usiadłem na taborecie obok łóżka i chwyciłem zimną już dłoń chłopaka. Całe ciało było zimne. A jednak żył. Na policzkach były rumieńce, usta rozchylone, a maszyna wykazywała akcję serca. On żył. Żył, ale to nie skończy się dobrze. Od początku tak myślałem, i jak na razie wszystko na to wskazywało.
-Louis, kochanie..- szepnąłem, głaszcząc jego policzek, uśmiechając się przez łzy- Proszę otwórz oczy.
Nawet teraz wyglądał tak pięknie.
Położyłem głowę na jego torsie, roniąc kolejne łzy.
-Proszę...- załkałem żałośnie.
Jego powieki ruszyły ku górze, bardzo powoli, ukazując lazurowe tęczówki. Moje gardło opuścił głośny szloch. Byłem beznadziejny. Nie potrafię wytrzymac bez jego obecności jednego dnia, a co dopiero całego życia. Straciłem dwa lata, wyjeżdżając. Dwa cholerne lata.
-Proszę, nie zostawiaj mnie... Louis, kochanie, proszę nie odchodź. Zostań ze mną. Kocham Cię, Louis, nie odchodź!- załkałem głośno, czując, jak dłoń chłopaka gładzi moje włosy.- Nie odchodź.
-Ha..Harry przepraszam.
-Louis, nie rób tego!
-Harry, pamiętasz lipiec 2010?
-Oczywiście, że tak! O co Ci chodzi?
-Lubię lipiec. Jest cudowny. Wiesz czemu?- patrzyłem na niego ze strachem.- Bo wtedy Cię poznałem. Połączono nas wszystkich w zespół 23. To był przełom. Ucieszyłem się, bo wtedy już wiedziałem, że będziemy ze sobą spędzać dużo czasu...
-Louis, co ty bredzisz?!
-Już wtedy chciałem wiedzieć, jakby to było Cię pocałować. Poczuć smak Twoich ust. Chciałem, abyś był mój.- kontynuował, jakby nie słyszał mnie przed chwilą.- A teraz to jest prawdą. Pokłóciliśmy się dwa lata temu, ale się pogodziliśmy. Jesteśmy już razem cztery lata. I wiesz, że Cię kocham, prawda?
-Louis, o co Ci chodzi?!
-Przytul mnie, Harry.
Bez wahania wykonałem jego polecenie. Wtulił się w moją szyję, zaciskając palce na koszulce i wdychając mój zapach. Spojrzałem na szybę w ścianie. Liam, Zayn, Niall i Eleanor z dzieckiem patrzyli na nas z strachem. Z takim samym, jak na mojej twarzy.
-Lubię Twój zapach, Harry. Tak pachną najlepsze lata mojego życia.
Szok. Szok był wymalowany na mojej twarzy. Szok był w czynach. Szok był w słowach. A raczej ich braku.
-Mówiłem Ci już, jak wiele dla mnie znaczysz? Bo znaczysz dla mnie wszystko. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham Cię ponad wszystko. Kocham Cię najbardziej na świecie. Powtórzę: Znaczysz dla mnie wszystko. Wszystko i jeszcze więcej, Hazza.
-Louis, nie rób tego.. Nie odchodź. Nie zostawiaj mnie!
-Obiecasz mi coś?
-Wszystko.
-Uśmiechaj się. Zawsze. Bo Twój uśmiech, wywołuje uśmiech na twarzy innych i radość u mnie. Nawet, jak będzie padał deszcz, cały dzień uśmiechaj się. Zobaczysz, wyjdzie słońce. Ja nim będę. Bo ja zawsze będę przy Tobie. Nawet, jeśli mnie nie będziesz widział. To ja będę.
-Louis, proszę...
Chłopak złapał mnie za loki i przybliżył swoją twarz do mojej, całując delikatnie.
-Przepraszam, Harry.
-Louis, nie odchodź. Błagam. KOCHAM CIĘ, nie mogę pozwolić Ci odejść, rozumiesz?!
Na twarzy zagościł mu lekki uśmiech. Łzy już swobodnie spływały z naszych policzków. Czy tak to się miało skończyć? Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłem. Chciałem być tylko szczęśliwy. Nauczyłem się kochać. Kocham Louisa. Ale.. Bóg najwidoczniej postanowił nas rozdzielić. Nie mogliśmy być razem. Ale dlaczego musiał to zakończyć w tak okrutny sposób?! Louis miał karierę, przyjaciół. Mógł dalej żyć. Beze mnie, ale żyć. Odszedłbym, jeśli byłaby taka potrzeba. Ale nie pozwoliłbym mu umrzeć. Nigdy. Nadal nie pozwalam. Ale śmierci nie można oszukać. Tak miało być. To nasze przeznaczenie.
-Kocham Cię, Harry.
Zamknął oczy, z uśmiechem na ustach. Łzy dalej znaczyły mokrą ścieżkę na policzkach chłopaka. Maszyna wydała z siebie głośny pisk, pokazując na ekranie długą kreskę. Pomyślałem, że może niefortunnie naderwałem jakiś kabelek.
-Louis? Louis?! Louis! NIE!
Jednak, gdy po chwili do sali wpadli lekarze, ratując mojego ukochanego i odciągając mnie od niego, zrozumiałem. Zrozumiałem, że umarł, w moich ramionach. Kochał mnie. Wiem to. Do ostatniej sekundy swojego życia mnie kochał.
-Nie! Nie rób mi tego! Louis! Otwórz oczy!- załkałem, osuwając się po ścianie.-Louis, proszę..

-Też nie przeszedłeś, co?
Pokiwałem przecząco głową, czując, jak łzy ponownie zbierają się w moich oczach.
-Szkoda. Masz piękny głos.
Zarumieniłem się.
-Louis.
-Harry.
Uścisnąłem podaną dłoń.

Przepraszam, Harry”. Słowa echem odbijały się w mojej głowie. Odwróciłem się i wybiegłem z sali, nie patrząc nawet na chłopaków.

Dziękuję Ci, Louis. Nauczyłeś mnie kochać. Jestem Ci bardzo wdzięczny. Dziękuję, że byłeś, za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Że mnie kochałeś. Nigdy nie sądziłem, że ktoś taki, jak ty, może mnie pokochać. Ale to zrobiłeś. I odszedłeś. Odszedłbym z Tobą, gdybyś poprosił. Ale nigdy byś nie poprosił, prawda?
Zasnąłeś, żegnając mnie uśmiechem. I przepięknymi słowami.
Kocham Cię, Harry. Najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałem, pod moim adresem

Kocham Cię, Louis. Kocham Cię całym sobą. Za wszystko. Kocham Cię, bo byłeś. Bo jesteś, duchem, gdzieś niedaleko. I nigdy nie przestanę. Wiem, że dotrzymałeś obietnicy, i jesteś teraz obok mnie. Może nawet trzymasz moją dłoń? Wiem, że się uśmiechasz. I wiem, że mnie kochasz. Bo kochasz, prawda? Zawsze mnie kochałeś.

Chciałeś się spotkać z bratem. Pozdrów go.

Kiedyś się spotkamy. Wiem, że jesteś ze mnie dumny. Bo staram się żyć na nowo. Dla Ciebie. I każdego dnia patrzę w niebo, z nadzieją, że wyjdzie słońce. Codziennie mam też nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Na pewno jeszcze się spotkamy. Tylko nie tak szybko, jakbym chciał.

Niebo odzyskało swojego zaginionego anioła.

Tym razem nie wrócę do Londynu. Żegnajcie, przyjaciele!

*
-Z pamiętnika Harry'ego Stylesa.
/Hi

- - - - -
O Boże..
Jezuuuu, ryczęęęę ;_;
Takie smutne mi wyszło :c Nie chciałam.
Aleee.. Mam dobrą nowinę.
Jest drugi sezon opowiadania, chcecie? c;

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział XV

W rekompensacie dla Maddy :*
--------
Chapter fifteen
People Hate Us”
Nie było tak kolorowo, jakbyśmy tego chcieli. Ludzie nas wyzywali, hejtowali, ranili. Wysyłali listy, których nie pokazywałem Lou. Przejąłby się. Zwłaszcza, że ma na głowie teraz ojcostwo. Choć to chyba ja bardziej się nimi przejąłem. Szczególnie jednym. Omal nie odebrałem sobie życia. Znowu.
Szanowny Panie Styles.
Oh, nie. Bo pomyśli Pan, że mam szacunek do Pana. Otóż nie. Robię to z zwykłej grzeczności, bo szacunku, to nie mam za grosz. Moja córka Was uwielbiała, nadal uwielbia. Nie mam nic przeciwko homoseksualizmowi, jednak wolałabym, żeby Panowie się z tym tak nie ogłaszali. Dla mnie to jest wręcz obrzydliwe, widząc, jak moja córka ogląda koncerty, na których Pan i Pan Tomlinson się całujecie. Ma osobny folder na laptopie z Waszymi, chodzi mi o Was dwóch, zdjęciami. Pełno materiałów na Wasz temat, że naprawdę istnieje ktoś taki, jak Larry Stylinson. Teraz, jak się ujawniliście, jest jeszcze gorzej. Ciągle mówi, że wiedziała, że miała rację, a Wy się kochacie i nie może się doczekać, aż założycie rodzinę. To znaczy, mówi, że chce, żeby Panowie mieli..dzieci. Dla mnie to absurd. Powinien być zakaz adoptowania dzieci przez gejów! Moja córka przestała uczęszczać do kościoła, przez „złe traktowanie homoseksualistów”. Zdenerwowało to mnie i męża, a zwłaszcza jego, ponieważ jest zagorzałym katolikiem i nie toleruje homoseksualizmu. Dla mnie to jest obrzydliwe. Toleruję, bo kto, kogo kocha mnie nie obchodzi, ale to jest po prostu obrzydliwe. Cóż ja mogę. Najlepiej, jeśli odeszlibyście Panowie z zespołu, ponieważ moja córka nie będzie słuchała gejowskiego zespołu. Nienawidzę Was za demoralizowanie młodych dzieci. Większość dziewczynek się na Was wzoruje, ale co Wy jesteście za wzorem? Homoseksualizm nie jest odpowiednim tematem dla kilkunastoletnich dziewczynek. Oto, co o tym sądzę. Oszczędźcie innym kłopotu i niech przynajmniej jeden z Was opuści zespół. Tyle mam do powiedzenia.
Jenny Clarks.”
Ludzie nas nienawidzą. I muszę to zaakceptować. Nigdy nie będziemy szczęśliwi. Ale mimo tych hejtów, mimo tych pogróżek.. Nie poddam się. Będę walczyć o to, co kocham. On jest dla mnie najważniejszy. Mimo przeciwności losu, będziemy razem. I nic, ani nikt nas nie powstrzyma.
*
15 grudnia poznałem Tomka. Półtorarocznego synka Lou. Był do strasznie podobny do ojca. Był śliczny. Miał oczy i nosek Louisa. Zachwycał samym widokiem. I widać było, że Louis bardzo kocha syna. Był szczęśliwy.
-Kto jest chrzestnym?
-Uhh.. Jeszcze..jeszcze nie było chrztu...
-Dlaczego?
-Ja.. Czekałem.. czekałem, aż wrócisz..- coś ścisnęło mnie za serce. Boże, on na mnie naprawdę czekał. Przytuliłem go mocno do siebie.
-Kocham Cię.
-Więc zostaniesz jego ojcem chrzestnym?
Zamyśliłem się.
-Z wielką przyjemnością.
Louisowi po policzku spłynęła łza. Łza szczęścia.

Tydzień później zostałem oficjalnie ojcem chrzestnym małego Tomka.
*
Siedemnasty grudnia. Ta data przywołuje u mnie negatywne emocje. Za tydzień są urodziny Lou. Wszystko idealnie zaplanowane. Dopięte na ostatni guzik. Jednak wracając do siedemnastego..
Louis z Niallem pojechali do sklepu. Jak zwykle ten żarłok nie może przeżyć bez jedzenia.
Czekałem, aż wrócą do domu.
Zacząłem się martwić, kiedy napisał mi, że będzie za piętnaście minut.
Minęła godzina.
Czekałem, aż zadzwoni, że stoi w korku i zaraz będą.
Nie zadzwonił.
Czekałem, aż wejdą do domu, śmiejąc się wniebogłosy.
Nie weszli.
Czekałem, aż chociaż napisze SMS'a, że wszystko w porządku.
Nie napisał.
Czekałem na jakikolwiek znak.
Dostałem...
Gdy po pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu, rzuciłem się na urządzenie.
-Niall?-Cisza, przerywana jedynie pociąganiem noca.-Niall, co się dzieje?
-Harreh.. Ja.. On.. My..
-Co? No mów!
-Przyjedź do szpitala.
Zamarłem. Po chwili w pośpiechu zacząłem szukać kluczyków od samochodu i zakładać buty.
-Gdzie?
Założyłem płaszcz i po usłyszeniu adresu wybiegłem z mieszkania.
-Co się stało?
-Ja.. On.. My...- cierpliwie czekałem.-Harreh, mieliśmy wy..wypadek.
Cały mój świat stanął w miejscu, po usłyszeniu jednego słowa.
/Hi!
-----------
Soo.....
Jakby to..
To jest ostatni rozdział. Epilog będzie jeszcze w tym roku :D

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział XIV

Chapter fourteen
All You Ready?!”
-Dasz radę.
Zgromiłem przyjaciela wzrokiem. Oczywiście, że nie dam rady. To był mój pierwszy koncert od ponad dwóch lat! Jak mam dac sobie radę? A jeśli mnie już nie pokochają? Co wtedy? Może to nie była dobra decyzja.
-Oni mnie nie polubią- mruknąłem, za co dostałem w tył głowy od Nialla.
-Masz rację, Harry. Oni Cię nie polubią- obok nas zmaterializował się Louis.- Oni Cię kochają. I kochali przez cały czas, kiedy Cię nie było.- powiedział.- Tak, jak ja.- szepnął. W moich oczach zebrały się łzy. Poszedłem na bok, a po chwili usłyszałem, jak chłopcy wbiegają na scenę z głośnym „All You Ready?!” Zaczęli gadać o niespodziance, którą byłem ja i wyszedłem na scenę.
-Hi-pomachałem nieśmiało. Po moim policzku spłynęła łza. Jak ja mogłem ich zostawić na dwa lata?
-I love You, Harry!- tek krzyk rozerwał moje serce. Pękło na miliony kawałeczków. Rozbrzmiała melodia MM i zacząłem swój tekst. Gdzieś w połowie refrenu się załamałem i zacząłem płakać. Najbliżej stał Lou. Oh, ironio. Przygarnął mnie w swoje ramiona, a ja cicho szlochałem. Gdy napotkałem jego zmartwione niebieskie tęczówki, zalała mnie jeszcze więsza fala smutku. Boże, dlaczego on mi to zrobił? Lou jak na zawołanie wyłączył swój mikrofon i spojrzał mi w oczy.
-Kocham Cię, Haz. Przepraszam Cię, Harry, za to, co się wydarzyło dwa lata temu. Ja wiem, zawiniłem. Nie powinienem się upijać. Powinienem myśleć, przepraszam. Ale to nie zmienia faktu, że Cię kocham. Bo kocham szalenie. Mogę to powtarzać Ci, co sekundę, a nawet częściej. Bo kocham Cię nad życie. Kocham, kocham, kocham, ko...
-Okej, rozumiem.- szepnąłem, uśmiechając się, mimo że nadal płakałem. Wierzchem dłoni potarłem jego policzek, a uśmiech wkradł mu się na twarz.
-A teraz They Don't Now About Us.- powiedział, uprzednio włączając mikrofon. To samo zrobiłem ja. Odśpiewaliśmy ją, a sekundy później poczułem miękkie usta, na swoich. Spojrzałem na niego z szokiem, a on uśmiechnął się tak niewinnie. Jak mały chłopczyk. Kąciki moich ust uniosły się ku górze, ukazując dołeczki. Było jak kiedyś. Tylko o niebo lepiej.
*
-Co to do cholery było?!
-Simon się zgodził, żebyśmy się ujawnili.
-Louis, my nie jesteśmy razem!
-Harry, ja..
-Nie chcę tego słuchać.
-Kocham Cię, Harry. Dorośnij wreszcie.
-A ty urośnij- odparłem z przekąsem. Podszedł do mnie z cichym westchnięciem i objął w pasie.
-Harry, kocham Cię. Zrozum to wreszcie. Jesteś jedyną osobą na ziemi, która przyprawia mnie o szybsze bicie serca. KOCHAM CIĘ! I mówiłem to już raz, ale moge powtórzyć. Kocham Cię! I mogę to powtarzać w nieskończoność. Kocham cię, kocham Cię, koch..
-Zamknij się.- spojrzał na mnie zdezorientowany- Zamknij się i mnie pocałuj.
Chłopak uśmiechnął się zadziornie i musnął moje wargi.
-Nareszcie- usłyszeliśmy szept Liama. Spojrzeliśmy sobie czule w oczy, uśmiechając się. Przyznał się. Ujawnił nas. Może będzie teraz lepiej? Stary, naiwny Harry.
-Louis?
-Tak, kochanie?
-Chciałbym poznać Twoje dziecko.
Chłopak zamarł.

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział XIII

Ze specjalną dedykacją dla Maddy ;*
Wstawiam ten rozdział dla Ciebie. Bo po prostu dziękuję <3
----------
Chapter thirteen
Hi”
Jechałem z zawrotną prędkością ulicą Londynu. Nie wierzę, że to robię. Nie wierzę. Nadal mam żal do Louisa. Nadal mam w głowie obraz, kiedy stoi na środku przedsionka z rozerwaną koszulą i szminką na policzku. Nadal czuję te cholerne damskie perfumy. Nadal słyszę głos El, mówiącej Lou o ciąży. Nadal pamiętam.
Słońce strasznie raziło w oczy, więc założyłem okulary. Fajna pogoda, jak na marzec. Minęły dwa lata, odkąd ostatnio widziałem chłopaków. Od roku też nie kontaktowałem się z Liamem. Właściwie, ostatni raz rozmawiałem z nim kilka dni po wywiadzie. Gdzieś w kwietniu. Potem zmieniłem numer, nie podając go już nikomu. Ulice Londynu były dzisiaj wyjątkowo puste, dlatego pozwoliłem sobie na złamanie kilku przepisów drogowych. Przed oczami stanął mi Louis, który nigdy nie popierał mojej szybkiej jazdy. Zaśmiałem się, jak jechał obok mnie obrażony, że go nie słucham.
W ostatniej chwili wyhamowałem. Przechodzień, który właśnie wszedł mi pod koła samochodu, przewrócił się, ale nic mu się chyba nie stało. Ja mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Miałem zamiar wysiąść i się zapytać, czy wszystko w porządku, już nawet odpinałem pasy, kiedy podbiegła do poszkodowanego trójka chłopaków. Szatyn podniósł się i otrzepał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja zamarłem. Dziękowałem sobie, że postanowiłem założyć okulary. Zamknąłem oczy, starając się uspokoić. Louis. Potrąciłem Louisa. Lazurowe tęczówki chłopaka przeszywały mnie na wskroś. Liam, Zee i Niall też już patrzyli na mnie. Czułem, jak coś mi ciąży, tam, na sercu. Rozmasowałem klatkę piersiową, którą niefortunnie uderzyłem o kierownicę. Chłopcy rozsunęli się, a ja nacisnąłem pedał gazu i ruszyłem przed siebie. W lusterku zauważyłem jedynie, jak patrzą się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Może mnie nie poznali? Naiwniak.
*
Od felernego wypadku minął tydzień. Stałem właśnie pod drzwiami domu chłopaków. Wcisnąłem dzwonek, a moje serce biło, jakbym właśnie maraton przebiegł. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się, a w nich stanął Zayn. Jego mina wyrażała wzruszenie, radość, szok, złość. Wszystkie emocje, miał wymalowane na twarzy. Jednak szok przebijał wszystkie.
-Harry.. Harry!- szepnął, zgarniając mnie w mocny uścisk. Nie potrafił się wypowiedzieć.-Harry! Boże..Harry! Jezu, dziękuję, że on żyje. Że wrócił.- szepnął ponownie- Wiesz jak się martwiliśmy?! Nie odzywałeś się...
-Wiem, Zee. Przepraszam.- odszepnąłem, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Chodź.- pociągnął mnie do salonu, do reszty.
-Cześć chłopaki- szepnąłem ponownie, chowając twarz w dłoniach. Tak dziwnie się czułem z tym wszystkim. Nie widziałem ich od dwóch lat. Wyjechałem, bez jakichkolwiek wyjaśnień. Z Liamem urwałem kontakt, tak po prostu. Ja ich olałem. Zostawiłem w tym całym gównie. A Simon? Simon nie miał wpływu na moją decyzję, zrozumiał mnie. To wszystko było chore. Po moich policzkach ciekły łzy. Poczułem, jak ktoś mnie obejmuje.
-Wróciłeś.- szepnął Liam, wprost do mojego ucha.- Wróciłeś.
Zacisnąłem palce na materiale jego koszulki, przyciągając bliżej siebie.
-Przepraszam, kochanie.
Po chwili jego miejsce zastąpił Niall, niemal przewracając mnie, kiedy rzucał mi się na szyję.
-Coś ty sobie wyobrażał, wyjeżdżając?! Gdzieś ty do cholery był?! Zdajesz sobie sprawę z tego, jak za Tobą tęskniliśmy?!
-Przepraszam- zaszlochałem w ramię przyjaciela. Nagle po pokoju rozległy się jeszcze jedne kroki. Nie.
- Co tu tak głośno?- zaśmiał się on. Jednak to był smutny śmiech. Odepchnąłem od siebie delikatnie Nialla, patrząc na Lou.-Harry..-szepnął, nie pewien, co zrobić. W jego oczach malowały się iskierki radości. Na twarzy gościł lekki uśmiech. Sam stałem niepewny, co zrobić. Jednak, kiedy Lou niemo zapytał, czy może mnie przytulić, bez wahania skinąłem głową. Poczułem jego wątłe ramiona, obejmujące moją talię. Jego drobne ciało, delikatnie przylegało do mojej klatki piersiowej; schudł. Jego ciało było wiotkie, prawie same kości. Ruchy wolne, a worki pod oczami widoczne z promienia kilku kilometrów. Co ty ze sobą zrobiłeś, Lou?- Nie widziałem Cię dwa lata.. Myślałem, że..że.. Nie żyjesz- pociągnął nosem, a ja przycisnąłem go mocniej do siebie. Jednak pozostaje nam to, co nieuniknione; rozmowa.
-Musimy porozmawiać.
-Wiem.

Siedziałem na naszym łóżku, w naszej sypialni. Lou siedział przy biurku, patrząc przed siebie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Harry, ja..
-Słuchaj, Lou. Przemyślałem to wszystko-przerwałem mu- i uważam, że powinniśmy...
-Nie mów tego.
-Zrobić sobie przerwę- kontynuowałem, nie zwracając uwagi na jego słowa. Chłopak podszedł do mnie i pchnął delikatnie. Zdziwiony obserwowałem jego poczynania. Usiadł na mnie okrakiem i zbliżył swoją twarz do mojej. Za blisko!
-Nie pamiętasz, jak ostatnio zakończyła się ta rozmowa?
Przysunął się bliżej, a mój oddech przyspieszył.
„Nie całuj mnie, nie całuj mnie, nie całuj mnie!” Moje myśli wręcz krzyczały. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle się odsunął. Och, no pocałuj mnie wreszcie. Cóż za sprzeczność, panie Styles.
Jego wargi naparły na moje, delikatnie muskając. Dłońmi błądził po moim ciele, ściągając ze mnie koszulkę. Z fascynajcą podziwiał każdy nowy tatuaż. I ja nagle oprzytomniałem. Zepchnąłem go z siebie, patrząc nań wściekły.
I nagle zaczęliśmy się śmiać. Jak starzy dobrzy przyjaciele. Jakbym nigdy nie wyjechał. Chciałbym wrócić do zespołu. Chciałbym znowu z nimi koncertować. Żałuję, że wyjechałem. Cholernie.
Wyszedłem z sypialni, poprawiając t-shirt i skierowałem się do kuchni. Chłopaki uśmiechali się niepewnie. Co się..
-Chciałbyś wrócić do zespołu?

Hi!

niedziela, 7 grudnia 2014

Lilo dla Maddy ;*

Dla Maddy <3
Przepraszam za poślizg :/
-----
Położyłem się- jak na mnie- wcześnie. Louisa nadal nie było. Nie wiedziałem, kiedy wróci. Z resztą nie interesowało mnie to. Nie obchodzi mnie co robi, gdzie i z kim jest. Nie chcę tego wiedzieć. Nie chcę wiedzieć gdzie teraz się znajduje, ani o której wróci. Skoro on mnie ignoruje, czemu ja miałbym tego nie robić? Zmienił się. Kiedyś był inny. Słodki, czuły, miły, kochany.. Teraz to nie jest on. To nie jest mój Louis. Mojego Louisa już nie ma.

Usiadłem na łóżku, przecierając zmęczone oczy. Rozciągnąłem się, spoglądając na śpiącego obok Louisa. Prychnąłem pod nosem i wyszedłem z łóżka. Poszedłem do kuchnii postawiłem wodę na kawę. Zacząłem robić śniadanie. Usłyszałem kroki na korytarzu.
-Dzień dobry- powiedział Louis, obejmując mnie w pasie. Pocałował mnie w żuchwę.
-Cześć, Louis- odpowiedziałem. Byłem na niego zły. Zalałem sobie kawę.
-Liam, przecież, ty nie lubisz kawy- mruknął zdziwiony.
-Cóż, dzisiaj potrzebuję kofeiny.
-Jesteś zły.
Bardziej stwierdził niż spytał.
-Liaś, skarbie.. Nie denerwuj się, przecież wiesz, że Cię kocham.
Uwielbiałem go z rana. Włosy stały mu na każdą stronę, był nieogolony i przede wszystkim nie był pijany. Nie czułem od niego alkoholu, co mnie cieszyło. Aczkolwiek wiem, że znowu dużo wypił. Codziennie pije, pali i bierze. I myśli, że ja nie wiem. A ja udaję, że tego nie widzę. Że nie widzę, jak się stacza na same dno.
Zaparzyłem mu herbatę, podałem aspirynę i zrobiłem kanapki. Mimo że byłem na niego zły, troszczyłem się o niego. Sam by o siebie nie zadbał. Mimo wszystko kochałem go.
Po zjedzonym śniadaniu ubrałem się i wyszedłem na uczelnię. Niedługo mam kolokwium i muszę zacząć się uczyć.

Wróciłem zmęczony do domu. Zdziwił mnie widok Louisa siedzącego przed telewizorem.
-Już wróciłeś?
-Nigdzie nie byłem.
-Yhym..O której wychodzisz?
-Nie idę.
-Przecież rano umawiałeś się z Stanem.
-Tak, ale odwołałem spotkanie.
-Dlaczego?
-Bo chciałbym spędzić trochę czasu z moim chłopakiem.
Poczułem wyrzuty sumienia. Nigdy nie miał dla mnie czasu i kiedy chce spędzić ze mną dzień..ja jestem zajęty.
-Oh.. Przykro mi, ale to Ci się nie uda. Jestem umówiony z Zaynem za godzinę.
Louis zacisnął palce ma kolanie, ale nic nie powiedział,
-Idę pod prysznic- oznajmiłem i zamknąlem się w łazience. Wypuściłem głośno powietrze. To niemożliwe. Czy on naprawdę chciał ze mną spędzić czas? Nie, nie wierzę w to. Pewnie i tak, jak wrócę jego nie będzie. Zapewne będzie siedział z Stanem w barze i chlał piwo. I znowu przyjdzie narąbany w środku nocy, a rano uda, że nic się nie stało.

Wyszedłem z łazienki i od razu udałem się do sypialni, poszukując jakiś ciuchów. Obstawiłem na czarne, podarte rurki i koszulkę z logo jakiegoś zespołu. Włosy pozostawiłem w nieładzie, zresztą jak zwykle. Poszedłem do kuchni i nalałem sobie soku. Po porannej kawie chyba mi wystarczy. Lou siedział dalej w salonie i patrzył tępo w pudło przed sobą. Nie jestem pewien, czy w ogóle wiedział co ogląda. Westchnąłem i przeczesałem palcami włosy. Podszedłem do niego.
-Będę leciał. Mam wziąć klucze?
-Nigdzie się dzisiaj nie wybieram, nie mam ochoty- odpowiedział beznamiętnie. Westchnąłem. Nachyliłem się i pocałowałem go w policzek.
-Narazie.
Wyszedłem z mieszkania. Zayn właśnie podjechał taksówką. Wsiadłem do niej.

Starałem się jak najciszej wejść do domu. Było już po drugiej, a ja byłem totalnie pijany. Tak wiem, jak dziwnie to musi brzmieć. Liam narąbany, a Louis trzeźwy. Chociaż raz zamieniliśmy się rolami. Bynajmniej nie czuję się najlepiej.
Dobrze, że jednak postanowiłem wziąć te klucze.
Odwiesiłem płaszcz na wieszak i zdjąłem buty. A raczej próbowałem, bo w połowie drogi do nich straciłem równowagę i uderzyłem tyłkiem o podłogę.
-Auuu!- syknąłem, próbując wstać. Z sypialni wyłonił się Louis.
-Liam?!-podszedł do mnie szybkim krokiem i pomógł wstać. Zdjął mi buty i zaprowadził do pokoju. Opadłem na łóżko. Poczułem, jak Lou mnie rozbiera. Był zły.
-Wytłumacz mi to.
-Co?-wybełkotałem.
-Nie cierpisz alkoholu. Jesteś pijany.
-Ktopowiedziałżenielubię?
-Co?
-Ktotakpowiedział?
-Ty.
-Nieprawda.
-Idź spać. Porozmawiamy rano.
-Niemówmicomamrobić!-po tych słowach odpłynąłem.

Moja. Głowa.
Ale boli.
-Masz-otworzyłem powieki i spojrzałem na Louisa. W dłoni trzymał dwie tabletki.
-Co to?
-Aspiryna. Połknij, poczujesz się lepiej.
Wykonałem polecenie i spojrzałem na niego.
-Przepraszam.
-Nie masz za co. Każdy czasem musi się napić.
-Nie cierpię alkoholu.
-Wiem, dlatego mnie dziwi, że się upiłeś.
-Nie dawałem sobie rady.
-Z czym?
-Z Tobą. I kolokwium.
-Ze mną?
-Ciągle Cię nie ma, wiecznie chodzisz pijany, jesteś agresywny i masz mnie w dupie. Zmieniłeś się. Znamy się od siedmiu lat, a czuję, jakbym poznał Cię dopiero miesiąc temu.
-Uh.. Ja..Przepraszam- machnąłem ręką i zarzuciłem kołdrę na głowę. SPAĆ!

Gdy po jakimś czasie znowu się obudziłem, Louis, siedział na fotelu i przeglądał album ze zdjęciami.
-Co robisz?
-Wspominam. Wyspałeś się?
-Yeah..
-Słuchaj, za dwadzieścia minut jestem umówiony z Stanem, musimy coś załatwić. Będę z dwie godziny max, okej?
-Jasne.

Gdy Lou wrócił do domu, ja byłem już spakowany. Zdziwiony chłopak spojrzał na mnie. Wziąłem głęboki wdech.
-Wszystko jest wyjaśnione w liście. Żegnaj, Lou-powiedziałem i wyszedłem z mieszkania. Spojrzałem w górę, na spadające z nieba krople deszczu. Zza chmur wyłoniło się słońce. Na moje usta wkradł się uśmiech.

To się stało dwa lata temu. Nie wróciłem.

*

-Wtedy byłem zdecydowany, dzisiaj za nim tęsknię.
-To nie Twoja wina.
-Ale to przeze mnie nie żyje.
/Hi!
 

Lilo-list

Louis,
Myślę, że już czas to zrobić.
Na początku myślałem, że się od siebie oddalamy, że to chwilowe.
Niestety okazało się, że oddalamy się od siebie coraz bardziej.
I z czasem zacząłem zauważać, że jest Ci wszystko jedno.
Że już Ci nie zależy.
Udawałem, że tego nie widzę przez kilka miesięcy.
Aż w końcu zrozumiałem, że oddaliliśmy się od siebie za bardzo.
I że nie chcę nic z tym zrobić.
A wtedy przypomniały mi się słowa Zayna:
"On narobi Ci problemów, zobaczysz. On jest problemem"
Przytaknąłem mu, ale dalej w to brnąłem.
Prawda jest taka, że wiedziałem, że problemem, zanim się pojawiłeś.
No cóż. Czas powiedzieć, lub raczej napisać, to co jest nieuniknione.
Już nic dla mnie nie znaczysz.
To koniec, Lou.

sobota, 6 grudnia 2014

imagif

TY: Hej
ONI;Cześć





Wesołych mikołajek :)

Dominika, Ola, Malwina

Mikołajkowy prezent :3

Dla Wszystkich czytelników na Mikołajki :)
Od nas Wszystkich ;*
----------
-Hej, młoda! Pospiesz się!
-No już idę! Spokojnie, Harry, bo Ci zmarszczek przybędzie- mruknęłam, wygładzając sukienkę. Ubrałam szpilki i wzięłam torebkę. Zeszłam na dół, gdzie czekali moi przyjaciele.
-Ślicznie wyglądasz.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich. Złapałam Nialla pod rękę i wyszliśmy z domu. Kierunek: impreza mikołajkowa u Simona.

W środku było już sporo ludzi, muzykę można było usłyszeć na zewnątrz. W tłumie wypatrzyłam Eleanor i Perrie. Przecisnęłam się przez tłum do nich. Podszedł do nas jakiś chłopak, proponując drinki. Dziewczyny się zgodziły, jednak ja grzecznie odmówiłam.
-Nie pijesz?
-Nie mogę- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Żartujesz!
Pokręciłam głową, uśmiechając się szerzej.
-Niall wie?
-Jeszcze nie.
-Może mu powiedz?
-Dzisiaj wieczorem.
-Gratuluję.
Po chwili zeszłyśmy na inny temat. W pomieszczeniu mignęła mi sylwetka mojego starego przyjaciela. Zmarszczyłam brwi. Przeprosiłam przyjaciółki i zaczęłam się przeciskać przez tłum. Stał z boku i pił piwo. Nasze spojrzenia się spotkały. Odstawił kufel i wyszedł na taras. Czemu mnie unika?
Wybiegłam za nim. Nigdzie go nie widziałam. Szukałam, ale nie potrafiłam znaleźć. Kiedy miałam wchodzić z powrotem do salonu zobaczyłam go przy basenie. Dłonie miał schowane w kieszeniach, a głowę spuszczoną w dół. Zdziwiłam się jego postawą. Najpierw mnie unikał, a teraz stoi jakiś smutny, nieobecny. Podeszłam do niego niepewnym krokiem. Stanęłam obok.
-Tyler?
Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Nie wiem, co kryło się w tym spojrzeniu. Coś mnie poruszyło i go po prostu przytuliłam. Objął mnie mocno w pasie.
-Kocham Cię- szepnął mi do ucha. Po moim policzku spłynęła łza- Tak strasznie Cię kocham.
-Też Cię kocham. Kocham Cię jak nikogo innego- odszepnęłam. Odsunęliśmy się od siebie.- Tęskniłam.
Złapałam go za dłoń i pociągnęłam do pomieszczenia. Przed wejściem puściłam jego rękę. Uśmiechnęłam się do niego. Wróciliśmy do środka. Zobaczyłam Nialla, który był widocznie zły. Nie wiedziałam, co się dzieje. Jego wzrok spoczął na mnie. Prychnął pod nosem. Louis spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Tyler stał za mną. Położył mi dłoń na ramieniu. Wszyscy na nas patrzyli. Nie wiedziałam, co się dzieje. Odwróciłam się do chłopaka i spojrzałam na niego pytająco. Wzruszył ramionami i mnie wyminął. Skierował się do wyjścia.
-Tyler! Tyler! Zaczekaj, do cholery! Tyler!- wołałam za nim, ale mnie nie słuchał. Wyszedł. Poczułam łzę na policzku. Znowu go straciłam. Podeszłam do Nialla. Odwrócił głowę.
-Dosyć tego.- mruknęłam. Kilka osób się na mnie spojrzało.- Czy ktoś mi łaskawie powie, co się stało do cholery?!
Niall poszedł sobie, a ja zamknęłam oczy.
-Niall Was widział, jak się przytulaliście. Słyszał, jak mówiłaś, że go kochasz.
Jęknęłam i poszłam za Horanem.
-Kochanie..
-Zostaw mnie.
-Nialler, to nie tak. To był Tyler. Ten, o którym Ci tyle mówiłam, że za nim tęsknię, że żałuję, że go tu nie ma.
-Powiedziałaś mu, że go kochasz.
-Bo to prawda. Jest moim przyjacielem od piaskownicy, jak mam go nie kochać?
-Nic Was nie łączy?
-Nic. Dzisiaj widziałam go poraz pierwszy od czterech lat i pewnie poraz ostatni.
Niall mocno mnie do siebie przytulił. Pocałował mnie we włosy.
-Zbierajmy się.
Przytaknęłam i wyszliśmy od Cowella. Wystarczy nam wrażeń na dziś.

Weszliśmy do domu. Zdjęłam szpilki, rozpuściłam włosy. Poprosiłam Nialla, żeby mi rozpiął zamek w sukience. Poszłam wziąć prysznic. Gdy byłam już w koszuli Liama usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać książkę. W międzyczasie Horan wziął prysznic. Po kilkunastu minutach do domu weszła cała reszta.
-O! Dobrze, że jesteście!-krzyknęłam.- Muszę Wam coś powiedzieć.
Wszyscy zmaterializowali się w salonie.
-Ustaliliście datę ślubu?!
-Nie.- zaśmiałam się.
-No to co?
-Chciałam Wam powiedzieć, że.. Jestem w drugim miesiącu ciąży.
Wszyscy znieruchomieli. Spojrzeli na nas. Niall jednak też o tym nie wiedział.
-CO?!- krzyknęli wszyscy, łącznie z moim narzeczonym.
-Jak to się stało?-spytał Zayn, wytrzeszczając oczy.
-Nie wiesz, jak się robi dzieci, Malik?
-Nie o to mi chodziło- mruknął.
-To..To wspaniale!- Niall mocno mnie przytulił, na koniec czule całując.
-Gratulujemy.
-Dzięki- uśmiechnęłam się.- Idę się położyć, dobranoc.
*
Następnego dnia rano, gdy wychodziłam z sypialni usłyszałam rozmowę Nialla i Zayna. Nie chciałam podsłuchiwać, ale to po prostu samo wpadło w uszy.
-I co jej teraz powiesz?
-Co? Nic.
-Powiesz jej prawdę?
-Nie.
-Niall, przecież Ty nie chcesz mieć dzieci!
-Nakłonię ją, żeby je oddała, albo najlepiej usunęła.
Zakryłam usta dłonią.
-Czy Ty siebie słyszysz?! Dziecko to dla kobiety najwspanialszy skarb!
-Będzie musiała wybrać.
-Nie wierzę, że to powiedziałeś.
-To lepiej uwierz. Nie chcę mieć dzieci. Głupie bachory, pełzające po domu i wpadające pod nogi. Nie cierpię dzieci.
Po moich policzkach spływały łzy. Pobiegłam do sypialni i wyjęłam swoją walizkę i zaczęłam wrzucać do niej rzeczy. Skoro nie chce mieć dzieci? Spakowałam kosmetyki i szybko się przebrałam. Zrzuciłam nasze zdjęcie z półki. To koniec. Wyszłam z sypialni. Ubrałam płaszcz, buty i rękawiczki. Owinęłam szyję szalem i wciągnęłam czapkę na głowę.
-[T.I], co Ty robisz?- usłyszałam narzczonego. Zdjęłam jedną rękawiczkę i odwróciłam się do niego przodem. Ściągnęłam pierścionek z palca.
-To koniec, Niall.
-Dlaczego?
-Bo już wybrałam. Wybieram dziecko, nie Ciebie. Nie wierzę, że pokochałam kogoś takiego jak Ty-prychnęłam i rzuciłam w niego biżuterią.
-[T.I], zaczekaj! To nie tak! [T.I]!
Wyszłam z mieszkania, nie obracając się za siebie. Wsiadłam do swojego samochodu i odjechałam. Nie wiem, gdzie się zatrzymam, ale nie zostanę z Niallem ani sekundy dłużej.
*
Miesiące mijały, a mój brzuch stawał się coraz większy. Niall ciągle dzwonił i nagrywał się na pocztę. Przepraszał. Nie byłam mu jednak w stanie wybaczyć. Jednego dnia spotkałam Tylera. Byłam wtedy w piątym miesiącu. Mojego brzucha nie dało się nie zauważyć. Dużo rozmawialiśmy wtedy i w końcu przeniosłam się do niego. Przez kolejne trzy miesiące mieszkałam u Tylera.
Ostatni, dziewiąty, miesiąc przeleżałam w szpitalu. Tydzień przed terminem do sali wpadł Niall i mnie przepraszał. Sparaliżowało mnie. Upadł na kolana, zaczął płakać. Mówił, że mnie kocha. Że nas kocha. Że zrozumiał. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. I wtedy zaczęłam rodzić.
-Przewieźć ją na porodówkę!- krzyknęła pielęgniarka dyżurna.
*
Po kilku godzinach urodziłam Michała. Dałam mu imię, po moim zmarłym bracie. Kilkanaście dni później opuściliśmy szpital. Mały miał osiem punktów.
Przez następne dwa miesiące mieszkałam nadal u Tylera, a potem przeniosłam się do chłopaków. Niall zrozumiał swój błąd i powiedział, że zrobi wszystko, abym o tym zapomniała. Przyrzekł, że będzie najlepszym ojcem na świecie. Nie wiem dlaczego, ale mu zaufałam.
Kolejne trzy miesiące później, Michał, był ochrzczony. Jego ojcem chrzestnym został Tyler, a matką Perrie. Wiedziałam, że mogę ufać im obojgu. Jeszcze jeden miesiąc później odbył się nasz ślub, na którym świadkami był Tyler i była Eleanor.
Koniec końców wszystko się skończyło dobrze.
Choć tak naprawdę nic się nie skończyło.
/Hi!
- - - - - -
Ten.
Imagin.
Jest.
Okropny.
I.
Kompletnie.
Bez.
Sensu.
;_;
Udanych Mikołajek :)

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział XII

Heyheyhey!
What's up?
Uhh. Durny angielski :/
Mamy teraz trzy dni egzaminów próbnych :/
Do przerwy świątecznej z mojej strony się nic nie pojawi, za wyjątkiem MIKOŁAJEK!
Tak jest, 6 grudnia poświęcę Wam :D
Ale nie będzie to rozdział, tylko niespodzianka :*
----------
Chapter twelve
I'm sorry”

To wszystko przelatywało przez moją głowę, jak tornado. To tak, jakby nagle jakaś nadprzyrodzona moc zawładnęła moim ciałem. Gdy pół roku temu oglądałem wywiad, w którym mieli dowody na to, że ja i Louis naprawdę jesteśmy razem, wszystko stało się inne. Louis do mnie zadzwonił tego samego dnia i przepraszał. Nie miałem ochoty tego słuchać, dlatego po kilku minutach rozmowy się rozłączyłem. Za bardzo mnie to wszystko bolało. Być może nigdy nie nauczę się żyć bez niego. Skoro on był moim narkotykiem.

A to wszystko przez jeden pieprzony dzień. Pieprzony wywiad, pieprzony sms, pieprzony telefon, pieprzona rozmowa, moja pieprzona głupota, pieprzony Louis! I wsiadłem do pieprzonego samolotu i poleciałem do pieprzonego Londynu!

Może to i dobrze? Gdyby nie tamten dzień, prawdopodobnie nigdy bym się na odwagę nie zdobył, nigdy bym nie wrócił do Londynu. A przynajmniej nie w tym życiu.
Gdyby nie ten pieprzony wywiad siedemnastego kwietnia, pewnie dalej siedziałbym sobie w Los Angeles. Nie jechałbym teraz uliczkami Londynu, chcąc przedostać się na autostradę. Nie kierowałbym się do Holmes Chapel. Do rodziny.

Waliłem w drzwi, jak oszalały. Po chwili usłyszałem kroki na korytarzu i głos mojej siostry.
-No idę, id..Harry.- w kącikach jej oczu dostrzegłem łzy. Zgarnąłem ją w swoje ramiona.
-Cześć, Gem. Jest mama?
Kiwnęła głową, a ja nagle zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Ja ich porzuciłem. Na półtora roku. Tak cholernie długo mnie nie było. Jak ja mogłem to im zrobić?
-Gemma? Co się dzieje?
Dziewczyna odsunęła się ode mnie, a ja ujrzałem mamę.
-Cześć, mamo- szepnąłem, czując łzy zbierające się w oczach.
-Harry!- krzyknęła płaczliwie, rzucając mi się na szyję.- Gdzie ty się podziewałeś, kochanie?
-Tu i tam. Byłem wszędzie.
-Tak za Tobą tęskniłam, synku.
-Przepraszam
Mocniej przycisnąłem rodzicielkę do siebie. Co ja zrobiłem...
*
Leżałem w moim starym pokoju i patrzyłem w sufit. Wszystko wydawało się takie inne. Świadomość, że mama i Gemma już znają powód mojego wyjazdu był trochę przytłaczający. Od początku wiedziały, że z Lou łączy mnie coś zdecydowanie więcej niż braterska przyjaźń. Jak to uroczo moja mama ujęła: „Od razu wpadł Ci w oko”. Jezu, czasem mam ochotę ją udusić za takie teksty. Ale to w końcu moja mama. I tak lepszy tekst niż siostra („Gdy tylko zobaczyłeś go poraz pierwszy, już rozbierałeś go wzrokiem, napaleńcu jeden!”)
Jęknąłem, chowając twarz w poduszce. Moja rodzina jest taka nachalnaaa. Ale i tak ich kocham. Pamiętam, jak mama kiedyś mnie spytała, kiedy ślub, a my zaczęliśmy się śmiać. Potem kilka razy rozmawialiśmy na ten temat. I na temat.. dzieci. Nie ukrywam, byłoby ciekawie, kiedy byśmy wzięli ślub. Harry Tomlinson. Czy to nie brzmi pięknie? Jesteś walnięty, Styles.
Co racja, to racja.
- - - - - - -
I znowu jeden z krótszych. No cóż, nie miałam na niego w ogóle pomysłu, ale następne będą dłuższe, obiecuję xo

So, do przeczytania w sobotę :D
Hi!